Historie Starego Miasta (Święto Ogniowe)

lektor Lektor
Święto Ogniowe, któremu poświęcona jest pamiątkowa tablica wisząca na ścianie ratusza, to unikalne święto miejskie i kościelne. Pożar, który w maju 1702 roku strawił miasto, nie był ani pierwszym, ani największym kataklizmem w Żorach. Pierwszy pożar, o którym zachowały się zapiski w lokalnych kronikach, wybuchł w roku 1454. Najprawdopodobniej to wtedy spłonęły przechowywane w ratuszowych skrzyniach dokumenty lokacyjne miasta oraz pierwsza miejska pieczęć. Nie wiadomo, co było przyczyną tamtego pożaru. Więcej wiadomo o kolejnym, z 1661 roku. Marianna Kasper, żona chorążego ze stacjonującego w mieście oddziału cesarskiej kawalerii, wracała z wesela, które wyprawiał Adam Wielopolski, pan na Woszczycach. Wraz z eskortującym ją parobkiem, dotarła do miasta o godzinie 22. Czy parobek był hardy i czynił młodej jejmości nieprzystojne propozycje, czy też pani Marianna miała ciężki charakter, nie wiadomo. Faktem jest, że zeźliła się na parobka i w stajni, do której wjechali po powrocie, rzuciła w niego płonącą pochodnią. Od pochodni błyskawicznie zajęła się słoma, ogień szybko przerzucił się na dach, zaś wiejący wtedy silny wiatr spowodował, że wkrótce płonęły już dachy w całym mieście. Spłonęły nie tylko wszystkie domy – ogień zajął także dach kościoła, wieżę kościelną oraz jedną z bram miejskich. Pożar przedostał się także za mury: na przedmieściach ocalało jedynie 7 domostw, miejskie więzienie i słodownia. W obrębie murów ocalał tylko jeden szynk. Tragiczna była także lista ofiar – żywcem spłonąć miało 8 osób, 17 z kolei podusiło się od dymu. Równie wielkie straty przyniósł miastu kolejny pożar, który wybuchł w mieście w sierpniu roku 1807. Z nieustalonych przyczyn zaczęła palić się stajnia należąca do żydowskiego dzierżawcy gorzelni, Heimana Labandy. Tym razem kościół ocalał, spłonęło jednak całkowicie 150 miejskich budynków w obrębie murów i ponad połowa zabudowań Dolnego Przedmieścia. Uszkodzony został także ratusz. Dwa tygodnie po pożarze, Kamera Wrocławska wydała zarządzenie, by nowe budynki w mieście stawiać wyłącznie z cegły. Wokół Żor zaczęły zatem powstawać cegielnie, jednak mimo to pierwszym źródłem cegły wykorzystywanej przy odbudowie miasta były żorskie mury obronne oraz wieża ratuszowa, która, uszkodzona w czasie pożaru, zawaliła się ostatecznie 22 września 1807 r.Najsławniejszym żorskim pożarem, o którym do dziś opowiada się legendy, jest ten z 11 maja 1702. Jeden z rajców miejskich, Andrzej Peisker wrócił z pobliskiej wioski z biesiady. Radnemu rozochoconemu zabawą, mimo późnej pory, dopisywał apetyt. Kazał więc sobie upiec zająca. Pożar wybuchł pół godziny przed północą. Ponownie spłonął dach kościoła oraz wieża kościelna, stopił się także jeden z dzwonów. Zniszczeniu uległy również wszystkie zabudowania wokół rynku. W pożarze zginął ówczesny burmistrz Marcin Scholz. Wraz z nim jego główny rywal w mieście – Adam Hok z Górnego Przedmieścia, który pospieszył mu na ratunek. Obydwaj udusili się w piwnicy, z której nie mogli się wydostać, gdyż spadające belki zablokowały drzwi.Właśnie po tym pożarze ludność miasta złożyła uroczyste ślubowanie, iż każdego roku, w dniu tego nieszczęścia, czyli 11 maja, odbywać będzie uroczysta błagalną procesję w intencji odwrócenia klęski pożarów od Żor. Przez przeszło sto lat ich błagania odnosiły skutek, aż do wspomnianego wcześniej pożaru z 1807 r. Pośredni sprawca pożaru z 1702 roku, Andrzej Peisker, nie został oskarżony o jego wzniecenie, Nie wiadomo też, czy poniósł jakąś karę za nieostrożne obchodzenie się z ogniem przez jego służbę. Na 6 lat trafił jednak do więzienia za niewpłacenie do kasy krajowej sumy 114 talarów, które zebrał jako poborca podatku od piwa. Dziwnym trafem, gdy przebywał w więzieniu, 16 stycznia 1711 roku spłonęła jego posiadłość. Ostatecznie opuścił on Żory i przeniósł się do Koźla.

Więcej o: Święto Ogniowe
zory